niedziela, 16 marca 2014

Rozdział 13 cz 2

2 cz rodziału 13  Mam nadzieję, że aktywność się poprawi, bo poprzednia część to masakra...Następny w rozdział niedziela (30.03). 




Słońce, świeciło mi idealnie w oczy, tak mocno, że nie mogłam dojrzeć nawet godziny na zegarku. To był właśnie minus spania naprzeciw wschodniego okna. Zawsze rano nawet z zaciągniętymi roletami, nie mogłam uporać się ze słońcem. Nareszcie udało mi się dojrzeć godzinę. O kurczę już dziesiąta! Miałam tylko trzy godziny. Poleciałam do łazienki, najszybciej jak mogłam z moja zbolałą kostką. Stanęłam, przed szafą, nie wiedząc co na dziś ubrać. Może ubiorę jeansy i obcisły top? Nie, dziś musiało to być coś szczególnego. Czarna krótka sukienka na ramiączkach, z ciemnymi różowymi kwiatami i czarne baleriny, niestety moja kostka nie pozwoliła mi na nic wyższego. Włosy zostawiłam rozpuszczone przejechałam je tylko kilka razy szczotką. Podkreśliłam oczy ciemną kreską, oraz usta błyszczykiem. Było trochę po dwunastej. Zeszłam na dół. Mama przygotowała wszystko idealnie, sama wyglądała ślicznie. A zapachy z kuchni, rozchodziły się po całym domu.Byłam naprawdę podekscytowana. Mama bardzo się starała, choć nie wyglądała na zadowoloną.                                                                                                                                                 
 – Zaraz przyjedzie, muszę z nim chwile pogadać. Przed domem.                                                                   
– Nie myliłam się, czekałam na niego, nie całe dwie minuty, a już z wampirzą szybkością stał za mną, i obejmował mnie w talii.                                                                                                                                
 – Pięknie wyglądasz. Szepnął mi do ucha.                                                                                                      
– Dziękuje.                                                                                                                                                  

– Czym się tak martwisz? Jesteś strasznie spięta.                                                                                               
– Mama dziwnie się zachowuje, stara się, wszystko przygotowała, ale nie wygląda na zbyt szczęśliwą.           
– Jesteś jej jedyną córką, może to normalne? Nie mam pojęcia, jak to jest kiedy poznaje się chłopaka swojej córki.                                                                                                                                                
– Może kiedyś będziesz miał szansę. Złapałam go za rękę i wciągnęłam do środka.- Przeżyjemy. Szepnęłam, wiedząc że i tak bardzo dobrze usłyszy.                                                                                                      

– Mamo jesteśmy! Mama wyszła z kuchni. A Nick szarmancko podał jej rękę.                                      

– Nicolas West                                           

 - Monica Wather.- Oficjale początki.- Miło mi Cię poznać!             

- Mi panią również. Usiedliśmy w jadalnio- kuchni. Nick obok mnie, mama naprzeciw nas.                                      

– Pracujesz gdzieś?                                    

- W studiu tanecznym, tam się poznaliśmy. A teraz ten fragment w którym trochę na ściemniamy.            

– O ile lat jesteś starszy?                                                

- Pięć lat.                                   

Chyba dwieście pięć, ale fakt wyglądał na tylko na mniej więcej pięć lat starszego ode mnie. Musiał więc zostać przemieniony gdy nie miał nawet dwudziestu czterech lat. Mama poszła do kuchni.                                    
– Teraz zobaczymy jak będziesz jadł. Uśmiechnęłam się do niego.                                                

– Mówiłem Ci, dla Ciebie wszystko. Pocałował mnie szybko, zanim mama zdążyła wrócić ze swoim popisowym spaghetti. Nick z wielkim trudem, dokończył obiad. Rozmawiał jeszcze trochę z moją mamą. Dochodziła już szesnasta. Mama w dalszym ciągu nie była zbyt zadowolona, ale nie przejmowałam się tym.                                  

– Muszę już iść. Dziękuje pani bardzo. Odprowadziłam go do drzwi.                                         

– Przetrwaliśmy!                                          

- Tak, chociaż nie powiem, żebym czuł się za dobrze. Miałam nadzieję, że go nie otrułam.                          

– Dokąd teraz pójdziesz?                                        

- Chyba do domu. Chcesz iść ze mną?                          

- Hymm no nie wiem. Spojrzał mi w oczy, tak głęboko, że widzi moje najskrytsze myśli. Zdecydowałam się na wycieczkę do niego. Nikogo, poza nami nie było. Siedziałam w salonie, kiedy Nicolas był w kuchni. Chyba wiedziałam czemu tam jest. Nigdy nie myślałam o nim jako o prawdziwym wampirze, pijącym krew. Chociaż on z pewnością ją pił. Ludzka krew dawała mu ochronę przed światłem i dodawała siły, zwierzęca pozwalała przetrwać, bez pragnienia z możliwością życia  wśród ludzi. Właściwie jakoś specjalnie mnie to nie odstraszało, wręcz przeciwnie rozumiałam to. Podeszłam do niego, a on w tym samym momencie odłożył kubek z czerwonym płynem. Wmawiałam sobie, że to tylko malinowy albo wiśniowy sok                                    

 – Nie musisz go odkładać. Nie przeszkadza mi.                  

– Wolę jednak Cię nie straszyć.                                      

– Nie boję się tego. Jak mogłam mu udowodnić, że to w pełni to akceptuję.                                            

– Mogę Ci to udowodnić! Wpadłam na nie do końca genialny pomysł, i zanim się rozmyślę postanowiłam go zrealizować. Wzięłam jego kubek do ręki i zamoczyłam delikatnie wargę w czerwonym soku. Nie smakował najgorzej, właściwie to był bardzo słodki, cierpki, i intensywny. Może nie piłam jej jak on, ale na pewno mogłam to zaliczyć do próbowania.                                             

– Oszalałaś! To ludzka krew.                                          

– Teraz widzisz, że mi to nie przeszkadza, poza tym  oddali ją z własnej woli.                                                 
– Ty naprawdę zwariowałaś!- Złapał mnie za rękę, przyciągając bliżej.- Jest w ogóle coś czego się boisz?                    
- Tak, ale na pewno nie przy tobie. Pocałowałam go, czując jeszcze w ustach słodką krew. Oparł mnie o blat, nawet przez chwilę nie rozłączając naszych warg. Czas się dla nas zatrzymał. Nadal się całując, usiedliśmy na kanapie w salonie.                                              

– Czy picie krwi bezpośrednio od człowieka, go zabiję?                     

- Jeśli potrafi się być opanowanym i nie chce się zrobić tej osobie krzywdy.                                

 – A ty potrafisz?                                                             

- Nie wiem, ale czy to ważne. Kolejny genialny pomysł, na który zapewne się nie zgodzi. Próbować zawsze warto!                                                 

- Chcę…żebyś, napił się ode mnie! Czar prysł. Odsunął się i spojrzał na mnie, jak na prawdziwą wariatkę.                    
– Wow!                                                      

- Wow chcesz, czy wow nie?                                     

- Nie mogę powiedzieć, że nie chce, ale to zbyt niebezpieczne.                                                

– Wszystko jest niebezpieczne! Ufam ci i chcę tego. Zsunęłam, ramiączka sukienki. Trochę się denerwowałam, widząc jego głodne spojrzenie, ale i tak chciałam by połączyło nas coś nowego, czego jeszcze nie próbowaliśmy. Oparłam się o poduszkę. On bardzo szybko znów przysunął się do mnie. Czułam jego zimny oddech. Pocałował mnie, po czym zaczął zjeżdżać niżej, lekko pociągając swoimi ustami za moją dolną wargę. Całował mnie po policzku, aż szyi na zmianę czasem dotykając lekko ust.                                   

– Jesteś pewna?- Szepnął. Nie mogłam wydusić z siebie nawet słowa. Kiwnęłam głową. Przycisnął mnie do siebie, wbijając smukłe palce w mój kręgosłup. Przejechał wilgotnymi wargami po mojej szyi odnajdując żyłę, wyczuwając językiem silny puls. Łaskotanie zmieniło się w lekkie ukłucie, a ono w dwa małe piekące miejsca, coraz bardziej bolące. Mimo wszystko odprężyłam się. Po między mną a Nickiem tworzyła się wież, coraz silniejsza, czułam jego energie, rosnącą siłę. Byłam głęboko w nim, w jego sercu, gdzieś gdzie w inny sposób bym się nie znalazła. Wszystkie uczucia totalnie różniły się  od tych które znałam. Hipnotyczne spojrzenie, magnetyzujący każdy dotyk, nic nie równało się z tym. Byliśmy jednością, moja krew była w nim. Jedna krew, jedna dusza w dwóch ciałach. Wszystko słabło, wyczerpywało, kończyło się, choć ja tak bardzo nie chciałam, żeby to się skończyło. Przycisnęłam go bardziej do siebie. Koniec, przez chwilę żadnych emocji, żadnych uczuć. Pustka. Dopiero kiedy dwie ranki zaczęły dawać o sobie znać, oprzytomniałam. Oswobodziłam się z uścisku Nicka, i oparłam się na kanapie obok niego.      

– Jak się czujesz?                                  

– Niesamowicie!-Szybko się zregenerowałam, byłam silna, energiczna i…szczęśliwa.                        .

- A ty?                                                

- Dobrze.                                             

– Dobrze?! Tylko, zwyczajne dobrze? Czy ty czułeś w ogóle to co ja? Więź, połączenie, to było coś nieprawdopodobnego.                                                 

– Czułem, tylko to było…nigdy czegoś takiego nie przeżyłem, nie tak silnie! Powinnaś być zmęczona, wyczerpana. To dało ci chyba prawie tyle samo energii co mi?!                                                      

- To chyba, dobrze?                                        

- Tak, dobrze. Przytulił mnie.                                                                                                                          Jego zachowanie było zdecydowanie nienormalne. Coś było nie tak. 

niedziela, 2 marca 2014

Rozdział 13. Cz. 1.

Nowy rozdział, nadal w klimacie lajtowym, romantycznym (jutro do szkoły po feriach to trzeba...). Kolejny nietypowy fakt (no bo mam nadzieje, że nikt się nie spodziewał, zobaczycie czego!) Zdradzę, że do tego wątku wrócę póżniej, ale należy pamiętać...w pierwszym fragmencie, jest mała podpowiedz (nie liczcie na szybkie rozwiązania, ...to zdecydowanie nie u mnie...).  Nie wiem co by jeszcze napisać, pozdrawiam wszystkich czytających (zwłaszcza moją kochaną Sarę, która co dzień słyszy...czytałaś?..co myślisz? Dziękuje Ci za cierpliwość!). Dziękuje za każdy komentarz...mam nadzieję, że będzie ich dalej coraz więcej! A no i zapomniałabym 2 cz rozdziały (wydaje mi się, że 2 cz króciutka ;P ), będzie w sobotę (jeśli nie zmienią mi się plany bo to weekend przed moimi urodzinami, które oczywiście w poniedziałek...15.03..)


Zaginiona, bratnia dusza. 

Siedziałam przy oknie rozmyślając, o wszystkich zmianach które nastąpiły w moim życiu. Zakochałam się, przeprowadziłam, poznałam nowych ludzi, straciłam najlepszą przyjaciółkę, zyskując nową. Tyle rzeczy w tak krótkim czasie! Z kuchni zawołała mnie mama.                                                                                         
– Hej, mamo. Co się dzieje?                                                                                                                        

- Tata dzwonił.-Mama miała strasznie zły humor, wyglądała wręcz na zrozpaczoną.-Chciał żebym Ci przekazała…dziś urodziła ci się siostrzyczka!                                                                                               

To był prawdziwy szok, nie spodziewałam się czegoś takiego. Przy tacie często kręciły się młode, ładne kobiety, ale żeby dziecko! Musiałam z nim pogadać, i chyba przypomnieć o antykoncepcji. Zostałam starsza siostrą! Nie byłam jakoś specjalnie zachwycona, chociaż zawsze chciałam mieć rodzeństwo, właściwie kiedyś nawet miałam. To pewnie było to co zabolało najbardziej mamę. Chociaż tata nie obwiniał się tak jak ona, to tak naprawdę obydwoje stracili dziecko. Miałyśmy po pięć lat, a pamiętam to jakby to wydarzyło się wczoraj. Byłyśmy z mamą na placu zabaw, bawiłyśmy się a ona, po prostu zniknęła. Pięciolatka rozpłynęła się w powietrzu. Żadnego listu od porywacza, nikt jej nie widział, monitoring na akurat ten jedne dzień nie działał. Jedyną osobą która wydała mi się dziwna, nie pasująca do otoczenia pełnego rodziców, i ich dzieci, była młoda kobieta. Bardzo piękna, ubrana w ciemne jeansy, ciemny płaszcz, i błyszczące lakierowane szpilki. Pamiętam ją, to jak patrzyła na Hannah. Niestety kiedy opowiedziałam to policji sprawdzili, pytali innych, ale nikt nie widział żadnej kobiety! Byłam dzieckiem, minęło dwanaście  lat, ale, i tak to nie mógł być wymysł, nie mogło mi się przewidzieć. Łzy zaczęły spływać mi po policzkach, namyśl o Hann, czułam się bardzo źle. Wytarłam oczy, zmyłam spływający tusz, i nie chcąc już myśleć o mojej malutkiej siostrze, po której został mi tylko mała bransoletka, z zawieszką, połówką  serca z wygrawerowanym kwiatem dzikiej róży. Drugą połowę serca miała ona, moja bratnia dusza. Nadal przyglądając się bransoletce, uznałam, że gdzieś już widziałam taki sam kwiat róży. Próbując sobie przypomnieć, zasnęłam. 




-Annie, co Cię boli? Chyba z pięć osób pochylało się  nade mną, zadając to pytanie.                                     
 – Co się stało? Hymm znałam ten słodki, delikatny głos, tym razem z nutką strachu. Nick! Miałam ochotę krzyczeć, ale nie czułam się na tyle silna, leżałam bezwładnie na podłodze.                                                     
– Upadła, nie rozwaliła sobie głowy, ale kostka puchnie coraz bardziej, i straciła z nami kontakt.            

Przecież ich słyszę? Wystarczy, że coś powiem, wydam jakiś dźwięk. Cholera chyba nadal mnie nie słyszą, przecież krzyczę! Nicky pochylił się nade mną.                                                                                               
– Słyszysz mnie?.- Ta czułość w jego głosie.- Annie?!  Udało mi się kiwnęłam głową.                                      
– Wszystko ze mną w porządku. Mówiłam ciszej niż myślałam.                                                                    

– Zabiorę ją na górę, potem pojedziemy do szpitala.                                                                                   

– Do jakiego szpitala?! Nie chcę do szpitala, nic mi nie jest! Usiłował  mnie podnieść, chciałam mu wiec pokazać, że nic mi nie jest. Nie udało mi się, wylądowałam w jego ramionach. Czułam jak wychodzimy z sali, idziemy po schodach na górę. Położył mnie na miękkiej kanapie, i przyłożył zimny okład do kostki.                                         
– Lepiej ci?                                         

- Od początku czuje się dobrze. Usiadłam, na kanapie i zdałam sobie sprawę, że po raz pierwszy, odkąd zaczęliśmy się spotykać, byłam w jego mieszkaniu. Mało tego w jego sypialni!                                            

 - Pojedziemy zaraz do szpitala. Pocałował mnie w czubek głowy.                                                               

– Nie chcę! Wszystko dobrze, jesteś przy mnie.- Przytuliłam się do niego.- Nie potrzebuje niczego więcej.       

– Mogłaś mieć wstrząs mózgu, kostka też nie wygląda najlepiej. Dopiero, teraz zaczęłam się przyglądać jak wygląda jego pokój. Duże łózko z mnóstwem poduszek, szafa, kanapa na której się znajdowaliśmy,  mała biblioteczka. Wszystko było z ciemnego drewna, wszystko było w kolorze ziemistym i ciemnym zielonym. Pokój był piękny i wielki. Nie mogłam doczekać się zobaczenia reszty domu.                            

– Nareszcie jestem w twoim pokoju! Zazwyczaj kiedy nie było mojej mamy, bywaliśmy u mnie, w studiu, lub spacerowaliśmy po mieście.                                  

– Chcesz zobaczyć resztę mieszkania?                            

- Pewnie! Podniosłam się z kanapy najżwawiej jak mogłam. Wszystko było takie nowoczesne, salon połączony z salonem, dwie wielkie łazienki.                          

– Tu jest pokój Alex, a tu Veronicki. Pokój Alex były zaraz obok pokoju Nicka.                                               

– Nie podoba mi się, że mieszka tak blisko Ciebie. Udawałam obrażoną.                              

– Chyba nie jesteś zazdrosna?                       

- Ależ skądże, nie przeszkadza mi fakt, że mój przystojny chłopak mieszka obok, pięknej, wampirzycy. Jak mogło ci to przyjść do głowy.                                            

– Ty jesteś dla mnie najpiękniejsza i najlepsza! -Pocałował mnie delikatnie.- A teraz zawiozę Cię do szpitala. Wiedziałam, że z nim nie wygram i po chwili byłam już w aucie. Oczywiście mój nad opiekuńczy ukochany nie pozwolił mi prowadzić. Od naszej pierwszej jazdy, i miałam nadzieję, że ostatniej, jego zdolności jako kierowcy, znacznie się poprawiły. Zaczął przestrzegać przepisy, prawie nie przekraczał prędkości...ogólnie bardzo mnie zaskoczył!         


W szpitalu był straszny tłok, czekaliśmy już drugą godzinę w poczekalni na wyniki prześwietlenia mojej coraz bardziej spuchniętej kostki.                               

- Annie Wather, zawołał lekarz z jednego z wielu gabinetów. Nick pomógł mi wstać, z twardego, plastikowego krzesła, i dojść do gabinetu.                      

– Z głową wszystko w porządku, kostka skręcona nie ma żadnych na tyle poważnych urazów, abym musiał zostawić Cię tu na noc.-Uh odetchnęłam z ulgą, kiedy lekarz recytował każde zadnie, powoli, i spokojnie. Wyglądał na może czterdzieści lat, włosy lekko posiwiałe upięte miał w kucyk, a grube jak denka od szklanej butelki coca-coli okulary zsuwały mu się przez co, cały czas musiał je poprawiać.

- Następnym razem, musisz bardziej uważać, i na kilka tygodni, zrobić sobie przerwę od wszelkich sportów i wysiłków fizycznych.                          

– Dziękuje, panie doktorze. Uśmiechnęłam się, z radości, że po dwóch godzinach w końcu mogę stąd wyjść. Wzięłam jakieś papiery, i na reszcie znalazłam się w aucie. Całe szczęście, że nikt nie zawiadomił mamy, musiałaby bez potrzeby przyjechać.                                        

– Mówiłam Ci, że nic mi nie było. Pomachałam mu papierami, i wynikami przed nosem.                                          

– Zawsze lepiej sprawdzić. Jadąc podśpiewywałam piosenki z radia, oraz rozmawiałam o tym jak śmiesznie musiał wyglądać mój upadek, z ponad pięciominutowe leżenie bez ruchu na parkiecie. Do domu dojechałam w niecałe pół godziny.                                         

– Do domu dojdę sama, mama pewnie już jest.                          

 – Jest, i chyba zaczęła się martwić. No tak przecież to oczywiste, że mój chłopak, będzie tak dobrze słyszał, z takiej odległości.                                 

– Jesteśmy już razem prawie pół roku.- Pół roku minęło tak szybko.- Cały czas, przychodzisz do mnie kiedy nie ma mamy. Może to idealny moment, aby w końcu Cię poznała?                                                  

- Jesteś tego pewna? W jego oczach widać było wielką radość.                                                    

– Na sto procent! Może jutro do nas wpadniesz na obiad? Dasz radę zjeść coś ,,normalnego”?                            

- Dla Ciebie tak. Przytulił mnie, i pocałował w policzek.               

– Musisz iść, twoja mama coraz bardziej zaczyna się martwić.                                                

– Nie chce, od Ciebie odchodzić. Wtuliłam się w niego mocniej.                                         

– Ja też nie chce ale już czas. Zanim odszedł, złożył na moich ustach szybki, słodki pocałunek 

– Mamo?                                        

- Och nareszcie jesteś! Co ci się stało w nogę?                    

- A to nic poważnego, mały wypadek. Chciałam powiedzieć ci coś ważnego.                                

– Co, skarbie?                                                               

- Chciałabym ci jutro kogoś przedstawić.                        

– Kogo? Mama była coraz bardziej zainteresowana.              

– Mojego...- wzięłam głęboki wdech- chłopaka!                          

- Wow, nie spodziewałam się.                                            

– Duże zaskoczenie, wiem. Może przyjść jutro do nas na obiad?                                                  

- Pewnie.                                                    

– Dzięki mamo na pewno go polubisz. A teraz idę się chwile pouczyć i położyć.                                             Byłam strasznie, zmęczona i śpiąca, nie zdążyłam się nawet pouczyć, tak szybko po kąpieli zasnęłam. Zdążyłam napisać tylko sms do Nickiego.                  
Przyjedź jutro o 13, będę czekać. Annie.       
CDN.                         

niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział 12. cz.2

Na początek muszę przeprosić rozdział miał się pojawić wczoraj...ale jeśli mam być szczera dopiero rano zauważyłam, że dziś nie jest wczoraj (co to wolne robi z człowiekiem). Druga część ostatniego rozdziału. Romantyczna, lekka, spokojna, i nie krótka, więc mam nadzieje, że się spodoba (nie powinnam tego pisać, ale lekki rozdział się przyda przed tymi masakrami które będą póżniej ;ppp tak więc cieszmy się tym klimatem) Proszę o opinie, i komentarze. Dziękuje wszystkim którzy byli obecni od początku, i tym którzy nie dawno zaczęli czytać...minęło tak mało czasu a już 12 rozdział...Miłego czytania, kolejny, w którym wyjdzie na jaw pewien zaskakujący fakt, rozdział pojawi się w sobotę (02.03).                                            

...Złapał mnie, i przyciągnął bliżej siebie.                                                                                                   
– Nie wiem o jakiej dziewczynie, mówisz. Chciałem ci tylko powiedzieć coś co powinienem powiedzieć wczoraj.                                                                                                                            Wyszeptał patrząc prosto w moje oczy.                                                                                                      
– Nie musisz, wyraziłeś się jasno, obydwoje wiemy, że to był błąd, i ja to rozumiem. Kłamstwa szły mi coraz lepiej!                                                                                                                                                                                                                                          
– Ja po prostu...chciałem ci powiedzieć, że Cię kocham!                                                                         

 - Kochasz mnie? Przecież jestem gorsza, słaba, nie możesz mnie kochać.                                                 
Kochał mnie…stałam jak zamurowana myśląc o tym co powiedział, po chwili już był przy mnie stał obok, całował. Jego usta były równocześnie zimne, twarde jak i delikatne, słodkie. Robiło mi się coraz goręcej nie mogłam oddychać. Wplątał palce w moje włosy, oparł mnie o maskę samochodu, przejechał wargami po szyi, dochodząc aż do ramienia. Mój oddech się ustabilizował, stałam naprzeciw jego, wpatrzona w blask jego oczu, trzymaliśmy się za ręce. Dziś odpuściłam sobie szkołę.                                                                                                                                                       

– Pojedzmy gdzieś...Zaproponowałam.                                                                                                                            
Jedynym miejscem dla nas było studio. Całą drogę przejechaliśmy w słodkim milczeniu. Nadal nie mogłam się pozbierać po tym co mi powiedział. Mała sala taneczna była pusta, usiedliśmy na kanapie, oparłam się o niego. Żyłam chwilą, tylko szczęście jakie teraz czułam się liczyło. Z auta wzięłam ze sobą, torebkę którą zostawiłam ostatnio śpiesząc się do domu.                                             
– O jaką dziewczynę ci chodziło?                                                                                                             

 - Dziś w nocy do szpitala trafiła dziewczyna ze śladami ugryzień- zawahałam się przed skończeniem zdania.- Twierdziła, że została pogryziona przez przystojnego chłopaka, z kłami i pięknymi oczami.        
– Myślisz, że ja to zrobiłem? Smutna nuta dominowała w jego głosie, i mieszała się z niedowierzaniem.                                                  

– Nie wiem co myśleć. Czuję kiedy jesteś przy mnie, że to nie mogłeś być ty, ten opis, kto inny mógł to być?                   
- Myślę, że wiem. Alex i ja się pokłóciliśmy, ona chciała byśmy odeszli stąd, żebym cię zostawił.           
– Przecież nie jej opis podała dziewczyna.                              

– Mogła jej tylko poprzewracać w głowie, jeżeli ona była w szoku, równie dobrze mogła przyswoić sobie wersję którą zwyczajnie usłyszała od prawdziwego sprawcy. Alex ją zmanipulowała.                               

– Może masz rację. Dlaczego to wszystko jest takie trudne?                                            

- Ktoś chciał by tak było. Może, kiedyś coś się zmieni, my się zmienimy.                                                  
– Nawet gdyby, to nadal będziemy razem?                       

- Przysięgam, gdzie nie odejdziesz, jak się nie zmienisz, zawsze będziesz dla mnie tylko ty.                                                                        

– Nie ma możliwość byś stał się znów człowiekiem prawda?-Nie odpowiedział, znałam odpowiedz, tylko ja mogłam się zmienić, on nie.- Nie chce być wampirem. Chce być z tobą, ale nie chce być częścią tego świata, nie dam rady.                                                  

– Nie będziesz musiała znajdziemy rozwiązanie. Przytulił mnie mocniej do siebie.                                              
– To tak jakby lód zakochał się w ogniu, oni mogą być razem tylko przez krótką chwilę, zanim lód zniknie, rozpuści się, i przegra.                               

– Nawet jeśli będą ze sobą tylko przez chwilę, ta chwila może być tego warta.                                   

  – Nasza chwila będzie warta każdej ceny prawda?                                                   

- Na pewno, skarbie. Łzy zaczęły spływać mi po policzkach, rozmazując tusz.                                         

Delikatnie starł, je, i pocałował, każdy mokry ślad na moich policzkach. Sięgnęłam po torebkę, powinnam mieć w niej jeszcze kilka chusteczek. Kiedy ją otworzyłam, Nick bardzo mocno wciągnął powietrze, jakby wyczuł jakiś dziwny zapach.                                                                                             
– Mogę?  

Sięgnął po moją torebkę, i wyjął z niej  błękitno-szarą apaszkę którą znalazłam w kuchni. Prawie o niej zapomniałam.                                                                                                                      
– Skąd ja masz?  
Wyglądał na bardzo zdenerwowanego.          
– Znalazłam na podłodze w kuchni, myślałam, że jest mamy.                                                

– Czy zanim ja znalazłaś zdarzyło się coś dziwnego?                    

- Myślałam, że ktoś się włamał, kiedy weszłam do kuchni okno było otwarte, to leżało na ziemi, żadnych uszkodzeń, nic nie zniknęło. Wiesz czyja jest?                      

- Chyba wiem. Jest przesiąknięta zapachem wampira, do którego zapewne należała.                           

– Jakiś obcy wampir był w moim domu?!                                                                                                       
- Alex, to ona u ciebie była.                              

– Po co? Nawet jej nie znam.                             

– Uważa Cię za wroga, i konkurentkę.                                            

– Konkurentkę do czego?                                                                                                                  Zaczynała mnie przerażać.                      

– Do mnie.- uśmiechnął się słodko.- Ona zawsze była bardzo zaborcza oraz zazdrosna, każda dziewczyna w moim towarzystwie jest dla niej konkurencją a ty już szczególnie.                                           
Przytuliłam się do niego, i myślałam tylko o tym jak blisko mnie jest. Czas leciał, a ja nadal byłam blisko niego, rozmawialiśmy, przytulaliśmy się, nic dla nas nie istniało.                                                   
 – Zaraz zaczną się zajęcia, wiec chyba musimy iść.                                                                               

– Ja zostaję. Miałam już bardzo długą przerwę.                                                                                        

– Mogę zawsze przenieść cię, do mojej prywatnej grupy. Mielibyśmy zajęcia tylko we dwoje.       Szepnął mi do ucha uwodzicielskim tonem.                                                                                                                                   
– Nie, muszę być trochę z innymi, dziś i tak straciłam szkołę a to naprawdę dużo.                                                                  
– Idę się przebrać, do zobaczenia jutro?                                            

- Może nawet wcześniej! Pocałował mnie lekko. W szatni zaczęły się jak zawsze, plotki.                                          

– Widziałam, dziś Nicka.                                      

– Och, Sophie czy ty naprawdę myślisz, że zostaniesz jego żoną? Słuchając tej rozmowy, bardzo chciało mi się śmiać.                                                   

– Susanne, widziałaś jak na mnie patrzył.                                  

– On podobno ma dziewczynę, Annie jak myślisz?                   

- Bardzo możliwe, a teraz chodźmy już.                                                                                         

Zajęcia miały szybko, starałam się jak najbardziej skupić na tańcu. Półtorej godziny, zleciało bardzo szybko, a kiedy wyszłam z sali Nick siedział i na mnie czekał.                                      

– Co powiesz na ogłoszenie naszego związku, wśród twoich koleżanek.                               

– Sama nie wiem.- Dziewczyny zaczęły wychodzić z sali.- Mam krzyknąć, hej dziewczyny stoję tu z moim przystojnym chłopakiem?                                        

- Nie, wystarczy nam to. Pocałował mnie, a wszyscy którzy nas zobaczyli oniemieli z wrażenia.                    
 – Myślę, że wszyscy już o nas wiedzą. A jeśli nie zauważyli, to na pewno usłyszą.                         

– To dobrze.- musiałam się go zapytać o jedną bardzo męczącą mnie rzecz.- Naprawdę uważasz, że to był błąd?       

- Nie, nie uważam tego za błąd wręcz przeciwnie. Od wielu lat nie byłem tak szczęśliwy.                               

– Wierzę Ci, ale powiedziałeś to tak prawdziwie, nie brzmiało to jak kłamstwo.                                      

– Miałem dużo czasu by nauczyć się dobrze kłamać. Idź się przebierz, poczekam na ciebie przy aucie.                            

– Dobrze. W szatni atmosfera była trochę napięta. Wszystkie dziewczyny patrzyły na mnie jakby były jednocześnie zazdrosne, wkurzone, oraz trochę zawiedzione.                                     

– Chyba już wszystko, wiecie? Starałam się grzecznie zacząć.                                                  

– Jak mogłaś nam nie powiedzieć! Sophie była najbardziej zdenerwowana.                                      

 – Dopiero zaczęliśmy się spotykać, a ten pocałunek był w ramach oficjalnego ogłoszenia.                               

– I jak całuje? Zaczęłyśmy już robić zakłady a ty pomożesz nam je rozstrzygnąć.                                      

– Więc, ciężko to nawet opisać.- wiedziałam, że on może to słyszeć.- Jest po prostu niesamowity!                                                              

– Zazdroszczę!                                        

- Wszystkie zazdrościmy. W pomieszczeniu, rozbrzmiał się chórek, damskich oczarowanych głosów.                                               
– Chciała bym powiedzieć, że nie ma czego, ale nie chcę skłamać. Muszę lecieć, pa.  
Po wyjściu z szatni dziewczyny na pewno jeszcze trochę o mnie plotkowały. W aucie, za kierownicą siedział Nick.                                       

– Chcesz prowadzić?                                                  

- Tak. Zaczęłam mu się uważnie przyglądać. Wyglądał jak ktoś kto nigdy w życiu nie siedział za kółkiem.                              

– Czy ty w ogóle umiesz prowadzić?                               

- W zasadzie to nie, ale to chyba nie jest aż tak trudne.Najważniejsze, że wiem gdzie co jest. Zapalił silnik, i odjechał z piskiem opon z parkingu. Jechaliśmy strasznie szybko, łamiąc po drodze więcej przepisów, niż ja złamałam odkąd dostałam prawo jazdy. Wcześniej, zanim je miałam bywało, że prowadziłam auto, ale zawsze wtedy byłam strasznie ostrożna, próbując nie rzucać się w oczy. Nick wyglądał na strasznie, zadowolonego z jazdy, niczym się nie przejmował, żadnymi przepisami, ani ograniczeniami prędkości. Jeszcze nigdy tak szybko nie dojechałam do domu.                                         
– Już nigdy więcej nie prowadzisz, ok?                      

- Chyba nie poszło mi aż tak źle. Miał niezły ubaw z tego, że prawie umarłam, naprawdę świetnie.                                            

– Chcesz wejść?                                             

- Nie mogę, ale odprowadzę Cię do drzwi.                          

– Dwieście metrów lepsze niż nic. Odprowadził mnie za rękę, aż pod same drzwi, pocałował słodko i namiętnie, po czym zniknął z nad ludzką szybkością.